Film ma już mniej więcej rok, ale na promowanie dobrych „staroci” (w cudzysłowie, bo jak na moje standardy rzecz jeszcze pachnie farbą) nigdy nie jest za późno. A ten obejrzeć trzeba. Między innymi dlatego, że z jednej strony ma iście chandlerowski klimat, z drugiej przywodzi na myśl Poego (kojarzy mi się luźno z „Czarnym kotem” tegoż, a niektóre rymy wewnętrzne są prawie jak z „Kruka”) i Lovecrafta („Koty z Ultharu”), jego narratorem jest zaś najlepszy pisarz wśród muzyków – Nick Cave. W dodatku to małe dziełko zachwyca stroną wizualną, a szatański motyw przewodni powinien ruszyć każdego, nie tylko kociarza.
Co najciekawsze w tym wszystkim – tytułowy instrument wcale nie jest wymysłem filmowców; oni jedynie twórczo go wykorzystali. Wikipedia powiada, że rzecz ma długą historię. Zastanawia zwłaszcza (szerzej opisana tutaj koncepcja Reila. Cóż, nie dziwi, że jeden z ojców psychiatrii sam był psycholem.
Mieszko B. Wandowicz
VN:F [1.7.2_963]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)